W tym roku częstochowski zespół Five O'Clock Orchestra świętuje 45-lecie. To sporo, ale jazzmani wcale nie myślą o muzycznej emeryturze. Grają koncerty, przygotowują się do wydania kolejnej płyty, nie ustają w zabiegach, by przed filharmonią pojawiła się rzeźba Louisa Armstronga. W dodatku twórca zespołu i jego lider przenosi się do Częstochowy. - Teraz jazzu w mieście będzie znacznie więcej - zapowiada Tadeusz Ehrhardt-Orgielewski.

Historia częstochowskiego zespołu sięga października 1969 r. Założył go Tadeusz Ehrhardt-Orgielewski, kornecista, prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego, pomysłodawca i współorganizator m.in. Międzynarodowego Festiwalu Jazzu Tradycyjnego "Hot Jazz Spring" czy Festiwalu Jazzu Tradycyjnego "Jazz w Stajni". Wówczas był studentem Politechniki Częstochowskiej. Razem z kolegami z uczelni najpierw stworzyli kwartet Teges, który potem stał się sekstetem Five O'Clock (słowo "Orchestra" dodano dopiero w 2003 r.). Inspiracją dla nazwy grupy stała się popularna wówczas herbata.

Debiutowaliśmy w klubie studenckim Filutek. Graliśmy na uroczystościach, akademiach. Wszystko się rozwijało. Trwaliśmy nawet, gdy skończyłem studia w 1974 r. Jednak trzy lata później wyjechałem z Polski i zespół się rozleciał. Zeszliśmy się dopiero w 1999 r., z okazji 50-lecia Politechniki Częstochowskiej. Koncert odbył się 25 września. Dobrze pamiętam tę datę, bo traktuję ją jako moje drugie urodziny. Muzycznie urodziłem się wtedy po raz drugi, bo przez te 22 lata pobytu w Niemczech prawie nie grałem. Do dziś nie wiem dlaczego, pewnie przez codzienne troski, dorabianie się, pracę na kilku etatach. Pamiętam, gdy schodziliśmy wtedy ze sceny, zatrzymał mnie Irek Kozera, ówczesny kierownik Klubu Politechnik. Kazał mi przyrzec, że już nie przestanę grać. Dałem słowo i go dotrzymuję. Irek jeszcze nieraz pomógł nam potem przetrwać kryzysy. Tłumaczył, wspierał, radził, takich rzeczy się nie zapomina - opowiada lider zespołu.

Na sukcesy nie trzeba było długo czekać

Po pamiętnym koncercie Ehrhardt-Orgielewski coraz częściej przyjeżdżał z Akwizgranu do rodzinnej Częstochowy. Na sukcesy nie trzeba było długo czekać, grupę dwukrotnie uhonorowano prestiżową Złotą Tarką na festiwalu Old Jazz Meeting (2001, 2002). Zespół doczekał się także trzech swoich płyt: "Lazy River", "Bix & Henryk" oraz "Suita Nowoorleańska".

Aktualnie FO'CO tworzą (obok lidera) Andrzej Wardęga, Andrzej Nowicki, Eugeniusz "Kerry" Marszałek, Janusz Sołtysik i Dymitr Markiewicz. - Z Andrzejem Wardęgą gramy razem od 45 lat. Jesteśmy już umówieni, że dociągniemy do 50. Wzorem dla nas są Chris Barber i Pat Halcox, którzy grali w jednym zespole nieprzerwanie przez 53 lata. Do dziś przez zespół przewinęło się wielu doskonałych muzyków, to uświadamia mi, jaką drogę przeszliśmy. W moim zespole gra dziś Dymitr Markiewicz, legenda polskiego jazzu. Gdyby ktoś lata temu powiedział mi, że w Five O'Clock Orchestra grać będzie sam Markiewicz, na pewno bym go wyśmiał - zaznacza Ehrhardt-Orgielewski.

I właśnie w tym składzie muzycy zagrali 28 października w Filharmonii Częstochowskiej. "Tadeuszki Jazzowe 2014" miały bardzo uroczysty charakter, łączyły 45-lecie zespołu (i przy okazji 15-lecie jego reaktywacji), a także imieniny i 66. urodziny Tadeusza Ehrhardta-Orgielewskiego. Sala kameralna filharmonii wypełniła się po brzegi, niezbędne były dostawki. - Chcieliśmy, żeby koncert miał rodzinny, przyjacielski nastrój, bez barier, blisko ludzi, dlatego wybraliśmy salę kameralną, a nie koncertową - wyjaśnia jubilat.

Z okazji jubileuszu zespół otrzymał medal Merentibus przyznawany przez prezydenta Częstochowy najbardziej zasłużonym przedstawicielom świata kultury i nauki. Sam jubilat otrzymał zaś od Polskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego zabytkowy kornet.

Były wspomniana rodzinna atmosfera, anegdoty, żarty, podziękowania, wspomnienia (także o zmarłych członkach zespołu). Jak na koncert FO'CO przystało, nie brakowało spontanicznego jazzu w najlepszym wydaniu. Dodatkowego jubileuszowego smaczku dodali także specjalni goście, a wśród nich m.in. Janusz Szrom (fantastycznie zaśpiewał choćby "Georgia on my Mind"), Wojciech Kamiński, Jakub Moroń i Daniel Pomorski. Zabrzmiały m.in. utwory, które trafią na kolejny album zespołu "Jubilee" (prace nad nim właśnie trwają). I jak na urodzinową fetę przystało, był tort z zegarem nastawionym na godzinę piątą (specjalnie na tę okazję przygotowała go firma Michaś). Tort był zresztą szczególny, bo przed podaniem muzycy FO'CO pozowali wokół niego do pamiątkowego zdjęcia, które trafi na okładkę nowiutkiej płyty.

Jazzu w Częstochowie będzie znacznie więcej

Jeszcze przed jubileuszowym koncertem zespół prosił, by zamiast kupować kwiaty i prezenty, goście dorzucili się do publicznej zbiórki na rzeźbę Louisa Armstronga (autorstwa Jerzego Kędziory), która ma stanąć przed gmachem filharmonii. Tym razem udało się zebrać ponad 2,8 tys. zł. W sumie PSJT uzbierało już ok. 11 tys. zł na ten cel. Koszt przedsięwzięcia to 40 tys. zł. Miasto obiecało pomóc finansowo pod warunkiem, że pomysłodawcy sami zgromadzą 15 tys. zł. Jak widać, jest już blisko (więcej informacji o projekcie na stronie www.psjt.pl).

Gdy ucichło gromkie "Sto lat", zespół nie spoczął na laurach. Kilka dni później - 31 października wystąpił w Teatrze im. Mickiewicza jako jeden z gości koncertu "Marku, pamiętamy", poświęconego Markowi Perepeczce. - To dla nas zaszczyt, ja sam zawsze byłem wielkim fanem Marka Perepeczki. Fakt, że bierzemy udział w tym wydarzeniu, to dla nas kolejny prezent urodzinowy - podkreślał lider FO'OC.

Wkrótce zespół zajmie się promocją jubileuszowej płyty. Ehrhardt-Orgielewski już dziś zaprasza na promocyjny koncert, który odbędzie się w kwietniu przyszłego roku w Miejskim Domu Kultury.

Co ciekawe, z okazji jubileuszu lider FO'CO sam sprawił sobie prezent: przenosi się do Częstochowy. - Dawniej byłem tu z doskoku, przyjeżdżałem na kilka tygodni i wracałem. Teraz moja kochana żona Grażyna zgodziła się na nasz wyjazd. Wynajęliśmy mieszkanie i spróbujemy pomieszkać w Częstochowie. Na razie na rok czy dwa lata. Oczywiście będziemy wracać do Niemiec, do naszych córek, ale i tak przez 8 miesięcy w roku będziemy tutaj. Jedno jest pewne, teraz jazzu w Częstochowie będzie znacznie więcej - zapewnia Tadeusz Ehrhardt-Orgielewski.

Źródło czestochowa.gazeta.pl Autor: Zuzanna Suliga




Copyright by Five O'Clock 2015